08.10.2014

Powrót

Minęły już dwa miesiące, odkąd nasza dziewczynka pojawiła się na świecie. Oprócz nowych wyzwań związanych z byciem rodzicem, pojawiły się inne pytania, na które trzeba było znaleźć odpowiedź. Po wielu dyskusjach doszliśmy do wniosku, że po macierzyńskim i wychowawczym nie będę na razie wracać do pracy. Decyzja ta wiąże się z tym, że musimy już teraz nauczyć się żyć z jednej wypłaty i jeszcze coś z niej zaoszczędzić na budowę własnego domu. Pomimo, że już staraliśmy się odkładać co najmniej moją miesięczną wypłatę, to mimo wszystko nie do końca potrafiliśmy zrezygnować z pewnych „zachcianek”. Teraz musimy.

O ile ja nie miałam nigdy problemów z wyrzeczeniem się czegoś, by zaoszczędzić (wrodzone skąpstwo?), to mój mąż nie był nauczony przewidywać wydatki i ewentualnie z czegoś zrezygnować, dlatego przyznaję, że największym wyzwaniem było namówienie męża do podjęcia „wyzwania”. Fakt, on też wiele razy przyznawał, że musimy oszczędzić na tym czy na tamtym, ale rzadko kiedy miał ochotę na rezygnację z przyjemności (lub tzw. konieczności). Już nawet w tym miesiącu przebąkiwał o „konieczności” wymiany piast w samochodzie. Powiedziałam, że jak sobie oszczędzi, to w przyszłym miesiącu wpiszemy do budżetu.

Bo tak, prowadzimy budżet. I to od jakiegoś roku. Nigdy jeszcze się go nie trzymaliśmy.

Teraz podjęliśmy wspólną decyzję, że ograniczamy się, jak możemy i kupujemy tylko to, co założyliśmy na początku miesiąca. Pomaga tu zdecydowanie charakter mojego męża – jak każdy gracz (ja w żartach nazywam go nerdem) jest nastawiony na osiąganie konkretnych celów.

Od kiedy jest Maja widzimy, że jej obecność pomoże ograniczyć lwią część wydatków sprzed jej pojawienia się – jedzenie na mieście i podróże. Wyjeżdżaliśmy w każdy weekend. Jeszcze na 4 dni przed porodem byliśmy na wycieczce w Bielsku. Każda wycieczka to nie tylko benzyna, ale i obiad, deser, czasami kolacja, a nawet nocleg (tęsknię do Warszawy). Co do jedzenia na mieście – z taką małą marudą na razie wstyd gdzieś wychodzić ;) No zobaczymy, jak dalej.
Nie mamy na celu rezygnować z podróży w ogóle. Lubimy wyjazdy, poznawanie nowych miejsc i smaków, a bardzo zależy nam na przekazaniu zamiłowania do podróży naszej dzidzi. Od teraz wszystko jednak musimy planować.


Od dawna chciałam wrócić do blogowania. Nie byłam jednak pewna, czy chcę pisać o dążeniach do minimalizmu, czy też o oszczędzaniu. W mojej wizji te dwa tematy łączą się ze sobą. Gdy człowiek nie potrzebuje więcej, nie kupuje więcej. Podczas ciąży przećwiczyłam minimalizm ubraniowy. Nasza wyprawka dla Mai też nie zawierała rzeczy według nas zbędnych. Cały czas dążymy do minimalizmu– no ok, być może dążę tylko ja, ale i Nerd odkrywa, że fajnie jest mieć mniej, bo to, co najważniejsze już mamy – siebie, a teraz dzidzię. Nic innego nie ma aż takiej wartości jak rodzina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...